Ja tylko po skierowanie... 2008-06-18 00:31:28

Jedno z najbardziej znienawidzonych przez mnie zdań,którymi raczą nas pacjenci po wejściu do gabinetu,chyba muszę to rozebrać na czynniki pierwsze ,żeby zastanowić sie co mnie w tym najbardziej wkurza...
1.Słowo "tylko" sugeruje,że sprawa jest mało ważna czyli przyszli po papierek, ot jak po zapomniany paragon do sklepu.Zeby móc ten papierek wypisac ja studiowałam 6 lat + 1 rok stazu + LEP (Lekarski Egzamin Państwowy) więc jest to dokument a nie jakiś świstek na który mają akurat ochotę.
2.Abstrahując od tego,że niektórzy pacjenci powinni leczyć sie u specjalistów to jednak nie każdy musi od razu zagrzewać tam kolejkę.Powinni ci których leczenie wykracza poza kompetencje rodzinnego. A nie tak jak jest  u nas - 2 dni temu bolało ucho,teraz juz przeszło ,ja zagladam otoskopem,uszy czyste,przewód słuchowy i błona bębenkowa bez zmian,objawów innych brak -było zapalenie i przeszło,tłumaczę,ze tak jest często,ze wirusowe zapalenia uszu tak przebiegają i już nie ma co leczyć - a ten mimo wszystko sie chce skontrolować u specjalisty,bo to ucho bardzo bolało, az musiał wziac tabletkę:/ Ja swoje,ten swoje, w końcu odpuszczam,niech idzie, niech sie dowie to samo, w kóncu lekarz rodzinny jest od pisania papierków, co ja sie produkuję, w ogóle po co ja ten otoskop noszę,starczy długopis.
Najbardziej mnie wkurza ,że u nas te skierowania to jakaś bzdura utrudniająca życie wszystkim,powinno byc jak w UK -potrzebujesz rady specjalisty to wtedy  go prosisz zeby ci pacjenta skonsultował,pisząc co oczekujesz a na ten do ciebie wraca z wynikami i kontrolujesz co sie dzieje, a nie ta cała fikcja.Tak naprawde to w naszych warunkach ja mam mało możliwosci kogoś skierować,doradzić, bo pacjenci ze swoimi pomysłamii przychodzą i trudno im je wybić z głowy, jak nie wyjdzie ze skierowaniem do neurologa bo kostka puchnie to sie obrazi ,nawet jak poświęce 20 minut na tłumaczenie,ze puchniecie kostek nie wynika u niej z uszkodzenia ukł. nerwowego bo niby jak? Ehh. ide spać Albo sie nauczę aserywnosci albo sie szybko wypalę

skomentuj (3)

Początek 2008-06-18 00:01:09

Całkiem możliwe,że tak jak wiele rzeczy zarzucę to pisanie zanim sie rozwinie.Ale chcę spróbować.Dzieje się ostatnio w moim życiu sporo a medycyna,przez kilka lat zapomniana teraz na nowo jest w moim życiu ważna,jeszcze nigdy nie była do tego stopnia.
Ponieważ jestem teraz, teoretycznie przynajmniej, na stażu szpitalnym to mam przerwę w przychodni ale to o niej pewnie głównie będę pisać.Fascynuje mnie ta praca, cieszy i doprowadza do pasji.Ale przynajmniej nie nudzę się tak jak w wydawnictwie.
Lubię pacjentów ,lubie z nimi gadać ale czasm pojawiają sie takie postacie,które będe dlugo nieprzyjemnie wspominać, z błahego wydawałoby się powodu.
Przypadek 1
Facet po 50,wieloletni palacz przychodzi z infekcją.W płucach mu gra przy osłuchiwaniu (u niewielu pacjentów takie ewidentne są objawy zap. oskrzeli).Trzeba było dać antybiotyk bo juz łaził z tym drugi tydzień.Wydawał sie przejęty jak sie dowiedział,ze zapalenie oskrzeli. Nie przyszłoby mi do głowy,że taki madrala sie okaze. Za kilka dni przyszła pani z apteki zebym poprawiła kilka recept (nie 20 a 30 tabl jakiegos leku bo nie ma takich opakowan i takie tam) i na koniec "Był taki Pan co chciał niższą dawke antybiotyku,bo powiedział,ze dla niego za silna -to mu wydałyśmy".Wkurzyłam się, ale ,ze mnie sprytnie podeszła wcześniej moimi błędami to nei miałam smiałości się zachować bardziej asertywnie.Poprosiłam o nazwisko,sprawdzam w komputerze a tu ten POCHPowiec się postanowił leczyć dawką dla dziecka, a drobnej postury nie był! Zmienił sobie Amoksiklav z 1,0 na 0,625 a te lale z apteki oczywiście,czemu nie,skoro chce to dajemy,bo przecież wyższej nie można a niższą chyab tak...ee,najwyzej sie nie w wyleczy ale to nie ich wina,ja podbiłam poprawkę czyli ja to zaleciłam.Następnym razem bedę twarda ale tamtym razem nie byłam, za co jestem na siebie wsciekła
A propos farmaceutów kolejny przypadek ich pomysłów:
Przypadek 2:
Przyszła mama z 6 mc dzieckiem (nie do mnie,ale siedziałam z pediatrą akurat), w trakcie leczenia infekcji. Mówi ,ze mała się czuje dobrze ale zwymiotowała wiec pani aptekarka jej wydała bez recepty Torecen i bedzie potrzebowała na to receptę! Torecan boje sie dac dorosłemu bo ma tyle działań ubocznych, a ta sobie daje dzieciakowi choć lek jest zarejestrowany od 16 r,ż!I lekarz ma sie podbić pod taka receptą i brać na siebie odpowiedzialność! A w ogóle to mała po rozebraniu zaciągała miedzyżebrza, oddychała na maksa z wysiłkiem i rzężenia w płucach -wbrew wielkiemu niezadowoleniu i pretensjom mamy została skierowana do szpitala z zapaleniem płuc (oczywiscie wina lekarza, ze dziecko nie poszło na antybiotyk a w ogóle to komplikujemy jej życie bo ma drugie dziecko,mąz sie nim tak dobrze nei zajmie jak ona bedzie z małą w szpitalu i w ogóle wszystko co złe to lekarz -trzeba było się leczyc u farmaceuty torecanem,wyłączyc wymioty,które mama widziała jako jedyny problem a nie objaw ,że sie coś złego dziecku dzieje.Tragedia.

skomentuj (1)
Księga Gości