Jedno z najbardziej znienawidzonych przez mnie zdań,którymi raczą nas pacjenci po wejściu do gabinetu,chyba muszę to rozebrać na czynniki pierwsze ,żeby zastanowić sie co mnie w tym najbardziej wkurza...
1.Słowo "tylko" sugeruje,że sprawa jest mało ważna czyli przyszli po papierek, ot jak po zapomniany paragon do sklepu.Zeby móc ten papierek wypisac ja studiowałam 6 lat + 1 rok stazu + LEP (Lekarski Egzamin Państwowy) więc jest to dokument a nie jakiś świstek na który mają akurat ochotę.
2.Abstrahując od tego,że niektórzy pacjenci powinni leczyć sie u specjalistów to jednak nie każdy musi od razu zagrzewać tam kolejkę.Powinni ci których leczenie wykracza poza kompetencje rodzinnego. A nie tak jak jest u nas - 2 dni temu bolało ucho,teraz juz przeszło ,ja zagladam otoskopem,uszy czyste,przewód słuchowy i błona bębenkowa bez zmian,objawów innych brak -było zapalenie i przeszło,tłumaczę,ze tak jest często,ze wirusowe zapalenia uszu tak przebiegają i już nie ma co leczyć - a ten mimo wszystko sie chce skontrolować u specjalisty,bo to ucho bardzo bolało, az musiał wziac tabletkę:/ Ja swoje,ten swoje, w końcu odpuszczam,niech idzie, niech sie dowie to samo, w kóncu lekarz rodzinny jest od pisania papierków, co ja sie produkuję, w ogóle po co ja ten otoskop noszę,starczy długopis.
Najbardziej mnie wkurza ,że u nas te skierowania to jakaś bzdura utrudniająca życie wszystkim,powinno byc jak w UK -potrzebujesz rady specjalisty to wtedy go prosisz zeby ci pacjenta skonsultował,pisząc co oczekujesz a na ten do ciebie wraca z wynikami i kontrolujesz co sie dzieje, a nie ta cała fikcja.Tak naprawde to w naszych warunkach ja mam mało możliwosci kogoś skierować,doradzić, bo pacjenci ze swoimi pomysłamii przychodzą i trudno im je wybić z głowy, jak nie wyjdzie ze skierowaniem do neurologa bo kostka puchnie to sie obrazi ,nawet jak poświęce 20 minut na tłumaczenie,ze puchniecie kostek nie wynika u niej z uszkodzenia ukł. nerwowego bo niby jak? Ehh. ide spać Albo sie nauczę aserywnosci albo sie szybko wypalę
Całkiem możliwe,że tak jak wiele rzeczy zarzucę to pisanie zanim sie rozwinie.Ale chcę spróbować.Dzieje się ostatnio w moim życiu sporo a medycyna,przez kilka lat zapomniana teraz na nowo jest w moim życiu ważna,jeszcze nigdy nie była do tego stopnia.
Ponieważ jestem teraz, teoretycznie przynajmniej, na stażu szpitalnym to mam przerwę w przychodni ale to o niej pewnie głównie będę pisać.Fascynuje mnie ta praca, cieszy i doprowadza do pasji.Ale przynajmniej nie nudzę się tak jak w wydawnictwie.
Lubię pacjentów ,lubie z nimi gadać ale czasm pojawiają sie takie postacie,które będe dlugo nieprzyjemnie wspominać, z błahego wydawałoby się powodu.
Przypadek 1
Facet po 50,wieloletni palacz przychodzi z infekcją.W płucach mu gra przy osłuchiwaniu (u niewielu pacjentów takie ewidentne są objawy zap. oskrzeli).Trzeba było dać antybiotyk bo juz łaził z tym drugi tydzień.Wydawał sie przejęty jak sie dowiedział,ze zapalenie oskrzeli. Nie przyszłoby mi do głowy,że taki madrala sie okaze. Za kilka dni przyszła pani z apteki zebym poprawiła kilka recept (nie 20 a 30 tabl jakiegos leku bo nie ma takich opakowan i takie tam) i na koniec "Był taki Pan co chciał niższą dawke antybiotyku,bo powiedział,ze dla niego za silna -to mu wydałyśmy".Wkurzyłam się, ale ,ze mnie sprytnie podeszła wcześniej moimi błędami to nei miałam smiałości się zachować bardziej asertywnie.Poprosiłam o nazwisko,sprawdzam w komputerze a tu ten POCHPowiec się postanowił leczyć dawką dla dziecka, a drobnej postury nie był! Zmienił sobie Amoksiklav z 1,0 na 0,625 a te lale z apteki oczywiście,czemu nie,skoro chce to dajemy,bo przecież wyższej nie można a niższą chyab tak...ee,najwyzej sie nie w wyleczy ale to nie ich wina,ja podbiłam poprawkę czyli ja to zaleciłam.Następnym razem bedę twarda ale tamtym razem nie byłam, za co jestem na siebie wsciekła
A propos farmaceutów kolejny przypadek ich pomysłów:
Przypadek 2:
Przyszła mama z 6 mc dzieckiem (nie do mnie,ale siedziałam z pediatrą akurat), w trakcie leczenia infekcji. Mówi ,ze mała się czuje dobrze ale zwymiotowała wiec pani aptekarka jej wydała bez recepty Torecen i bedzie potrzebowała na to receptę! Torecan boje sie dac dorosłemu bo ma tyle działań ubocznych, a ta sobie daje dzieciakowi choć lek jest zarejestrowany od 16 r,ż!I lekarz ma sie podbić pod taka receptą i brać na siebie odpowiedzialność! A w ogóle to mała po rozebraniu zaciągała miedzyżebrza, oddychała na maksa z wysiłkiem i rzężenia w płucach -wbrew wielkiemu niezadowoleniu i pretensjom mamy została skierowana do szpitala z zapaleniem płuc (oczywiscie wina lekarza, ze dziecko nie poszło na antybiotyk a w ogóle to komplikujemy jej życie bo ma drugie dziecko,mąz sie nim tak dobrze nei zajmie jak ona bedzie z małą w szpitalu i w ogóle wszystko co złe to lekarz -trzeba było się leczyc u farmaceuty torecanem,wyłączyc wymioty,które mama widziała jako jedyny problem a nie objaw ,że sie coś złego dziecku dzieje.Tragedia.